4.22.2013

sobotnie































podobno znów komuś wlazłam do snu. przepraszam.
ALE, czy to byłam na pewno ja? skoro w fatałaszkach narratorki bloga....
przecież słowa choć nie chcą, kłamią. fotografie też.  

o zdjęciach
długo nie mogłam znaleźć słów, które spięłyby to spotkanie. jakiegoś wspólnego mianownika, prócz tego wrażenia, że dzieci kompletnie niezainteresowane ludźmi, czas spędziły wśród przedmiotów, samych ludzi traktując podobnie, jak rzeczy. a kobiety, zwyczajnie lgnęły do siebie.  
opiewanej stadności uczymy się w toku rozwoju?  

a poza tym
kącik szwaczek
ściana joginek
okienko smakoszy
i wewnętrzne rozproszenie.



4.03.2013








dziś z rańca
zamiast cześć, dzień dobry, jak się spało?, usłyszałam:
mamo, po co jest sen?  

wiadomo, sen prawie jak zen....  

choć podobno śnił mu się wuef.... koszmar. 

ale i tak trzeba cieszyć się. bo jeszcze trochę i doszczętnie przesiąknie przyczynowo-skutkowym myśleniem, pseudonaukowością. będzie co rusz odwracał się, szukał powodów takiego a nie innego stanu rzeczy, grzebał zajadle w przeszłości i przestanie po Arystotelowsku ufać, że wszystko co się dzieje, dzieje się w jakimś celu.  


swoją drogą, chwilę wcześniej przyśnił mi się koszmar. no i po co?



o zdjeciach
lewa strona obrazu, okazała się zdumiewająco jasna i przyjemna. 




3.30.2013

Pogromca windy (3)

\


(cd)

Wieczór spędził na oglądaniu Gwiezdnych Wojen i graniu w Chińczyka z ciocią. Żadne z nich nawet słowem nie wspomniało o mamie i tacie. Zasnął bez umycia zębów.

Następnego dnia gdy wracał ze szkoły na drzwiach windy czekała na niego niespodzianka. Ogromna kartka papieru, wyrwana z bloku rysunkowego, a na niej ostrzeżenie:

WILKOŁAKOM WSTEMP WZBRONIONY!!!
POD GROŹBĄ ŚMIERCI OD POCISKU SREBRNĄ KULOM
 
P.S.
NIE BENDE SIĘ PATYCZKOWAĆ!!

Chłopiec wsiadł do windy, ale powietrza starczyło mu (święcie w to wierzył) tylko na sześć pięter. Dobrze, że się zatrzymała, bo pewnie zemdlałbym, myślał i leżałbym tam jak jakiś trup, albo nie wiem co.
Wychodząc z windy minął kogoś w drzwiach, otarł się o jakiś czarny płaszcz, mruknął jakieś przepraszam i tyle go było. Ale i tak wsiadł do kolejnej. Na szczęście przyjechała zupełnie pusta. Nacisnął trzynastkę, a potem bardzo starał się oddychać. Gdy wysiadał, był naprawdę zadowolony z siebie.
Wieczorem, pochwalił się mamie, która pojawiła się równie nagle jak zniknęła, bez słowa wyjaśnienia.
  • Teraz już wszystko będzie dobrze, mamo. Sam jeżdżę windą! Zobaczysz, nie będziecie musieli czekać na mnie na dole albo na górze....
  • Mój dzielny Koteczek – ucałowała go w czoło, poczochrała czuprynę, przytuliła. Pachniała mieszanką papierosów i słodkich naleśników. Lubił oba zapachy, więc wtulił się w nią jeszcze mocniej. Czuł się naprawdę szczęśliwy i spokojny. Nagle, przypomniał sobie rozmowę z Ewą:
  • Mamo, czy na naszej klatce mieszka jakiś potwór?
  • Tak – przyznała bez chwili wahania.
  • A więc to prawda! – pomyślał chłopiec. Głośno natomiast zapytał – kto jest potworem!?
  • Twój ojciec – powiedziała, a on popatrzył na nią z niedowierzaniem. Chciał spytać, mamo czy to jakiś żart? ale wyglądała bardzo, bardzo serio. Serio i smutno i nie patrzyła mu w oczy.
Postanowił zatem, obadać sprawę, to znaczy, dokładniej przyjrzeć się tacie (jak tylko wróci do domu ze swojej tajemniczej podróży).
W nocy śniło mu się, że goni go woźna na miotle i krzyczy coś o zostawionych pod ławką kanapkach. Uciekał po korytarzu szkolnym ile sił w nogach. Naturalnie, strasznie zmęczył się w tym śnie, gorzej niż na wuefie. Rankiem, pewnie zaspałby do szkoły, gdyby nie sms od Ewy z supertajną informacją:

Wiem kto jest wilkołakie

Najwyraźniej z pośpiechu zgubiła ostatnią literę. Odpisał:

Niemw tego nikomu. Spotkajmy sie przed windom o 15 zero zero na 12 pientrze. Na koniec też chciał podzielić się jakąś sensacją, więc napisał: Moj tato jest potworem.
A w głowie kołatało mu pytanie, ja też nim jestem? bo przecież kochał tatę.

Gdy wychodził, mama ciągle spała. Leżała na kanapie, w dżinsach i we wczorajszym swetrze – musiała zasnąć bez wieczornej kąpieli. Zazwyczaj, widywał ją rankiem w piżamie i w tych śmiesznych kudłatych kapciach. Najpierw budziła go, a potem przygotowywała śniadanie. Przez chwilę zastanawiał się czy teraz on powinien zbudzić mamę. Ostatecznie, minął ją na palcach i wyszedł do szkoły. Nie był w najlepszym nastroju. Spóźnił się na pierwszą lekcję za co dostał uwagę do dzienniczka.

cdn....




























 








pięknie byłoby powrócić do starożytnej tradycji, obdarowywania z okazji wiosny bliskich i dalszych pisankami. bez względu na wyznanie lub jego brak. w końcu, wiosna, zdarza się wszystkim. 


o zdjęciach 
mazaje jak wszechświat, galaktyki, wybuch supernowej, albo papier czerpany. wszyscy mieliśmy w takie esy floresy w podstawówce pakowywane zeszyty i książki..... jeszcze inaczej: zarodki, embriony, płody zanurzone w życiodajnej wodzie, kamienie na dnie i tak dalej.
jednym słowem przy okazji tradycji, ćwiczenia z wyobraźni.


na marginesie
jak się przyjrzeć jajku, przestaje dziwić, że przez wieki tak bardzo poruszało fantazję. tylko polskie słowo, jakieś śmieszne, bez polotu, zabawowe: jajo. jak brać coś co się jajo nazywa na serio?;) 


przy okazji  
NAJLEPSZE  ŻYCZENIA!




3.29.2013




cukiernik wiadomo kto to, a cukierniczka?

o zdjęciu
mufiny i czekoladowe trufle - robota potomkini.


3.16.2013

Pogromca Windy (cd)








Wieczorem, ni z tego ni z owego, zapytał ojca:
  • Znasz tato jakąś wiedźmę?
  • Mnóstwo. Każda kobieta, synu, to wiedźma – jego głos był na tyle znaczący, że chłopiec udał zrozumienie. Pomyślał o woźnej w szkole i o różnych nauczycielkach, o pani od KZ i o pani od religii.
Tak czy siak, bez względu na to co powiedział tato, obiecał sobie nigdy więcej nie spotkać Ewy. Powody były dwa:
  1. narażała go na spotkanie z wilkołakiem
  2. była córką najprawdziwszej wiedźmy.
I z pewnością dotrzymałby słowa, gdyby nie amulet. Wciąż nosił w kieszeni guzik, który dała mu tuż przed wejściem do windy. On, wiadomo, miał zdrowe nogi, mógł sobie biegać tam i z powrotem po schodach, ale ona, na tym wózku, bez amuletu, w konfrontacji z wilkołakiem nie miała szans!
Zdecydowanie, nie chciał mieć jakiejś pokręconej dziewczyny na sumieniu. Następnego dnia po szkole, postanowił ją odnaleźć.
Ryzyko było ogromne, natomiast rachunek prosty:
Na dwunastym piętrze, podobnie jak na trzynastym – dziesięć mieszkań.
Tylko w jednym mieszka Ewa.
W każdym innym może być wilkołak, albo nawet kilka wilkołaków, cała wilkołacza rodzina.
Niewykluczone, że wilkołaki zajmują wszystkie pozostałe dziewięć lokali.

  • Kurczę, kurczę, co tu zrobić.... – chłopiec myślał głośno.
Miał niewiele czasu. O siedemnastej miał być w domu i czekać na wizytę młodszej siostry mamy, wesołej blondynki z miłym uśmiechem. Tata dokądś wyjechał na dwa dni (dziwne, bo nie pożegnał się z nim, tylko zadzwonił z drogi). Mama jeszcze nie wróciła. Nic z tej nieobecności rodziców nie rozumiał, ale też nie zastanawiał się nad nią zbyt wiele. Zdecydowanie miał ważniejsze rzeczy na głowie. W końcu wymyślił. Napisał 10 kartek z informacją – dużymi, byczymi literami:

Szukam curki wiedźmy Ewy na wózku

Na każdej podpisał się: Pogromca Windy, żeby wiedziała o kogo chodzi.
Plan był doskonały: kładł kartkę na wycieraczce, naciskał dzwonek i uciekał. Ludzie otwierali drzwi, wystawiali głowy, rozglądali się. Niektórzy, w ogóle nie zauważali karteczek, inni komentowali głupie żarty, jeszcze inni dziwili się mieszka tu jakaś wiedźma Ewa? albo wiedźma na wózku? pogromca windy? chodzi o dozorcę? Domysłom nie było końca. Ktoś nawet zapukał do sąsiadów. Stali potem dwaj panowie w kapciach na klatce i debatowali: znów zepsuła się? Ale co pan mówi! pół godziny temu jechałem windą. Wracaliśmy z żoną z zakupów gdy stanęła...! Niektórzy, tego był pewien, wyglądali jak wilkołaki. Wreszcie jakaś kobieta dość głośno zareagowała na karteczkę:
  • Jestem wiedźmą? Ewaaa, czy ja jestem wiedźmą?!
 Chwilę potem, na klatce rozległo się znajome buczenie wózka elektrycznego. Po chwili ciszy (wózek najwyraźniej zatrzymał się), chłopiec usłyszał dyskretny szept:
  • Pogromco, jesteś tu?  
  • Jestem – Pogromca równie cicho odezwał się zza winkla. 
  • Pokażesz się? - spytała Ewa – mama chce cię poznać. Chłopiec przez chwilę zastanawiał się. W końcu jednak wyszedł z ukrycia. Na widok miny kobiety ręce wepchnął głęboko w kieszenie, uśmiechnął się najładniej jak potrafił i z jak najlepszymi intencjami powiedział: 
  • Niech się pani nie martwi. Tata mówi, że wszystkie kobiety są wiedźmami...
  • Ach tak..... - westchnęła mama Ewy. Była identycznie blada jak córka i jak ona pogodna. Przyjrzała mu się uważnie, po czym szepnęła – może coś w tym jest....
I nie zwracając uwagi na dzieci, weszła do mieszkania.
  • Umiesz bawić się lalkami? – spytała Ewa.
  • Nie bardzo – przyznał.
  • Szkoda – dziewczynka nie kryła rozczarowania. Więc chłopiec szybko zaczął wyjaśniać:
  • Szukałem cię, by oddać amulet. Tylko po to. Noooo zapomniałem wcześniej. Przepraszam, że naraziłem cię na niebezpieczeństwo.
  • Że co? - Ewa wyglądała na co najmniej zaskoczoną.
  • Noooo wilkołaki... - wydukał Pogromca
  • A tak, wilkołaki, zapomniałam. Dzięki, dzięki, przyda się – uśmiechnęła się.
Bardzo chciał spytać o wózek: Czy da się kółka wymienić na gąsienice? Dlaczego na nim Ewa siedzi? Czy od zawsze? Czy mu kiedyś pozwoli pojeździć na nim? Czy jest wygodny? I co z jej nogami jest nie tak? Ostatecznie jednak zapytał o zupełnie co innego:
  • Masz telefon?
Dziewczynka kiwnęła głową.
  • Jaki?
  • Stary, mamy.... – powoli zdjęła zawieszone na szyi etui z aparatem, chłopiec w międzyczasie wyjął Nokię z kieszeni – Gierki masz? – zapytał.  Na szczęście miała.    

cdn......

3.13.2013

Pogromca..............










z czeluści twardego dysku
próba tekstu o dzieciach i dla dzieci 


Pogromca windy



W pewnym wieżowcu na ostatnim, trzynastym piętrze mieszkał chłopiec. Mieszkał z mamą, z tatą i z laptopem. Mama mówiła do niego Koteczku, tata wołał Stary! – jakby odzywali się do dwóch różnych osób. On sam, w Internecie przedstawiał się jako Pogromca.
Miał prawie dziesięć lat, kasztanowe włosy spięte w kitkę, chodził do trzeciej klasy i wciąż wierzył w wilkołaki. Mało tego, był przekonany, że któryś z nich mieszka w tym samym bloku co on, na którymś z niższych pięter i podobnie jak większość dorosłych, każdego ranka zjeżdża windą do pacy. Dlatego chłopiec nigdy-prze-nigdy nie wchodził do windy i unikał wzroku sąsiadów. Zbiegał po schodach, nie oglądając się za siebie – szybko szybciej! szybko szybciej! A i tak, na parter docierał dłuuugo po rodzicach, ale przynajmniej cały i zdrowy. Cieszył się, że ocalał. Za to oni, zazwyczaj nie wyglądali na zadowolonych. Tato przed klatką palił papierosa, albo mama paliła, a tato nudził się tuż przy schodach.
  • To jest chore! Stary, przestaniesz kiedyś? – witał syna.
Mama witała go trochę inaczej:
  • Koteczku, kochanie, nic ci nie jest? A jakbyś nogę złamał na tych schodach? Koteczku...... Zobacz, znów przez ciebie spóźnimy się..... – miała niemalże płaczliwy ton. Chłopiec milczał. Po cichu cieszył się, że wciąż żyje, że po drodze nie rozszarpał go żaden wilkołak.

Nikomu, ale to nikomu tego nie mówił, ale skrycie pragnął zostać Pogromcą Wilkołaków. Bo skoro istnieją wilkołaki, to muszą też być ich pogromcy (jak w grze komputerowej). Tacy, którzy noszą długie, czarne peleryny i zabijają miotając srebrne kule. Zrobił sobie kilka podobnych, zgniatając sreberka po czekoladzie, ale były do niczego. Zrobił też pelerynę, z wielkiego czarnego worka na śmieci
  • Wyglądasz jak wielki śmieć! – zaśmiał się tata rubasznie, gdy peleryna zdradziła go szelestem.
Poza tym, miał jeszcze, kilka maleńkich, plastikowych imitacji srebrnych kul. Trzymał je w metalowym pudełku po duńskich ciastkach. Za każdym razem, gdy rodzice kłócili się, wyciągał je, liczył, oglądał, czyścił i toczył po podłodze (ostrożnie, by nie wpadły pod szafę z ubraniami).

Raz, gdy skończył dziesięć lat, dzień po jego urodzinach, mama i tato pokłócili się j a k n i g d y w c z e ś n i e j, o jakieś pieniądze i nie tylko. Tyle słyszał. Potem, kazano mu wyjść z domu, pójść na podwórko, bujać się na huśtawce i ślizgać ze zjeżdżalni. Trochę się niepokoił, ale ostatecznie chętnie wyszedł. Biegł z trzynastego piętra nie oglądając się za siebie – szybko szybciej! szybko szybciej! – gdzieniegdzie skacząc po dwa schodki. Na parterze poczuł, że kręci mu się w głowie, że brzuch go boli, że ma nudności i w ogóle, do kitu do kitu. A potem, wybiegł jak wystrzelony z procy przed klatkę schodową. Uderzył go powiew świeżego powietrza, zapach dymu palonych liści i głos dozorcy:
  • odsuń się smarkaczu.
Na podwórku bawił się w syfa-berka, jeździł na pożyczonym rowerze, przezywał dziewczyny i robił mnóstwo innych rzeczy. Naturalnie, nie wrócił do domu czysty. Ale mamy nie było, więc nie miał kto marudzić. Trochę to go zaskoczyło. Nie zdążył nawet spytać co się stało? bo usłyszał:
  • Stary – ton ojca był uroczysty – od jutra sam będziesz wracał ze szkoły. Jesteś już poważnym facetem, dasz radę!
Po czym dodał – tylko bez ceregieli.

Pierwszego dnia, po prostu przemknął na palcach obok windy (spięty jeszcze bardziej niż zwykle) i przeskakując po dwa stopnie, pognał na górę. W okolicy szóstego piętra poczuł straszne zmęczenie. Wyjął z kieszeni kulki i usiadł na schodach. Chciał się nimi trochę pobawić, ale przeszkadzał mu jego własny głośny oddech. Naprawdę bał się, że go zdradzi. Nic więc dziwnego, że cały aż podskoczył na dźwięk odgłosu przekręcanego klucza w zamku. O mały włos zapomniałby o kulkach, tak szybko się zbierał. Po prostu zerwał się na równe nogi i zwyczajnie zwiał.
Drugiego dnia było jeszcze gorzej. Przed drzwiami windy, siedziała na wózku inwalidzkim dziewczynka. Wózek był elektryczny, czarny w różowe kwiatki i wydawał się za duży dla niej. Tak, że chłopiec widział tylko rude włosy i skrawek czerwonych butków. Chciał jak dzień wcześniej przemknąć niezauważony cichaczem, ale ona, gdy był już przy schodach, zawołała go tak mocnym, wręcz oburzonym głosem, że nie miał odwagi biec dalej.
  • Ej, tyyy!!
  • Ja? – udał zaskoczonego.
  • No a kto?
Chłopiec rozejrzał się dookoła, po czym spytał niezbyt uprzejmie:
  • Czego chcesz?
  • Muszę wjechać na dwunaste piętro.... – zaczęła, ale chłopiec szybko przerwał jej:
  • To wjeżdżaj.
  • Nie dosięgnę do przycisku. Sterczę tu już dwadzieścia minut. I czekam na towarzystwo – uśmiechnęła się. Wyglądałaby jak zwykła nudna dziewczyna, gdyby nie ten kosmiczny pojazd na którym siedziała. Ale i tak wzruszył ramionami, jakby od niechcenia. Liczył na to, że Ruda Kaleka odczepi się, ale ona niespodziewanie zaczęła:
  • Wiesz......... Muszę do toalety – przyznała cichutko.
Chłopiec nie bardzo wiedział, co w takiej sytuacji zrobić. Wyglądał, jakby nad czymś usilnie zastanawiał się, a potem zapytał:
  • Ile masz lat?
  • Osiem i pół. To znaczy, prawie dziewięć – dziewczynka głośno zastanawiała się.
  • Hmmm.... To jeszcze pewnie nie wiesz, że windami jeżdżą wilkołaki.
  • Wiem – przytaknęła bez cienia emocji. Po czym szybko dodała – Ale tu żadnego nie ma.
Chłopiec rozejrzał się. Faktycznie, byli zupełnie sami. Jednak:
  • Jakiś może wsiąść do windy na kolejnym piętrze – powiedział.
  • Nie o tej porze. Mniej więcej za pół godziny jakiś ciężko dyszący potwór będzie wchodzić po schodach na trzynaste piętro. To wszystko. Wilkołaki jeżdżą tylko wieczorami, na łowy. Ale i tak mam amulet – wyjęła z kieszeni.
  • To zwykły guzik!! – chłopiec krzyknął oburzony.
  • Ale skuteczny. Zmienia wilkołaki w pył – wyjaśniła.
  • Ja mam kilka srebrnych kul w kieszeni – rzecz jasna, Pogromca nie chciał wyjść na tchórza.
  • To w razie czego, damy radę. Jedziesz? - spytała z prośbą w głosie. Najwyraźniej już baaardzo spieszyło się jej.
Takim cudem, chłopiec wsiadł do windy. Nogi miał jak z waty za to minę hardą.
  • Jestem Ewa.
  • A ja Pogromca.
  • Aha, to teraz teleportuj nas na dwunaste piętro Pogromco Windy.
Bał się strasznie, gdy naciskał guzik z dwunastką. Spocił się przy tym jak na wuefie. Gdyby nie ta mała kaleka, nigdy nie zrobiłby tego! Właściwie to był wściekły na nią, przecież ryzykował życiem!
Winda ruszyła. Najpierw gwałtownie opadła kilka centymetrów w dół, a potem poderwała się do góry. Poczuł, że zaczyna mu brakować powietrza, że robi mu się duszno i że nie jest w stanie utrzymać się na nogach. Zsunął się po ścianie na podłogę. Gdy siedział tak, wciśnięty plecami w ścianę i myślał o tym, by się tylko nie udusić, dziewczynka nagle, ni z tego ni z owego spytała:
  • Co wiesz Pogromco o potworach?
  • Ja? Ja nic nie wiem – ledwo wysapał.
  • Jak to nie wiesz? Wszyscy wiedzą.
  • ??? – chłopiec nie wierzył własnym uszom.
  • Że w tej klatce mieszka potwór – powiedziała to takim tonem, że zaczął się głośno zastanawiać – Wilkołaki i potwór na jedną klatkę, to trochę za dużo. Co będzie jeśli któreś wejdzie teraz do windy?
  • Nie wejdzie. Możesz tam sobie siedzieć spokojnie. Potwór nie jeździ windą, on szaleje na klatce. Sapie i dyszy, goni swoje ofiary kilka razy dziennie. Często go słyszę – wyjaśniła.
  • To dziwne – zamyślił się – nigdy go nie spotkałem....
Chciał coś dopowiedzieć, ale winda zatrzymała się.
  • Dwunaste! – krzyknęła dziewczynka. Na co chłopiec szepnął:
  • Uff, przeżyliśmy.
  • Nic w tym dziwnego. Mówiłam ci, jesteś Pogromcą W i n d y .
Na te słowa Ewy roześmiał się:
  • A ty niby skąd o tym wiesz ?
  • Widzę – powiedziała. Po czy pokiwała na niego palcem (żeby się zbliżył), tak jak to robią stare czarownice w bajkach.
Podszedł posłusznie i zniżył głowę, a ona szepnęła mu do ucha:
  • Jestem córką wiedźmy, widzę więcej niż inni – gdy to mówiła, miała przeraźliwie poważną minę. Zachciało mu się śmiać, bo nie wierzył w wiedźmy, czarownice i w elfy, ale spojrzał w jej oczy. Były poważne i bardzo jasne. Skórę też miała prawie białą, na twarzy i na rękach. Wyglądała tak, jakby nigdy nie przebywała na słońcu. To już wystarczyło, by wątpić w jej normalność. Zdecydowanie, nie znał nikogo podobnego do niej.
W końcu Ewa odjechała. Towarzyszyło jej delikatne buczenie wózka.

cdn............


o zdjęciu 
pogromca konsoli

3.03.2013



























podobno,  doświadczanie przestrzeni i miejsc jest ściśle określone przez zespół obrazów, przedstawień kulturowych. człowiek jest w stanie dostrzec tylko tyle ile pozwalają mu one zobaczyć.
koniec kropka, jesteśmy zdeterminowani dyskursami, reprezentacjami, narracjami itd., nie ma o co walczyć, starać się, kombinować.
a jednak, wierzę w szczeliny.

o zdjęciach 
po drugiej stronie lustra 
wbrew rozsądkowi biegniemy za Białym Królikiem (owszem, to też ikona kultury).