5.15.2011






o zdjęciach
będzie-nie-będzie padać

ostatecznie całą noc muzeów padało. aurę mamy ostatnio iście wakacyjno-holenderską, w dzień słońce, nocą mokro.

przy okazji, z pojęć zasłyszanych (tym razem od Tostera):
miniwięzi - chyba chodzi o pozytywne relacje w jakimś wąskim gronie ludzi.

5.13.2011





przy okazji robienia zdjęć, których wcale nie miałam robić, nie po to przyjechałam, tylko na chwilę, na jedno słowo i łyk sokukawyherbaty, wypatrzyłam na półce książkę zupełnie niezwykłą, prawdziwego białego kruka literatury, takie coś co niektórzy poszukują latami, dopytują antykwariuszy i wypatrują na Allegro. stało sobie zwyczajnie pożyczone, rozparcelowane na dwa domy. podobno Agutka, znalazła ją przy jakimś śmietniku, leżała sobie niechciana, przytulona do tomu pierwszego, ze ściętą głową Meduzy na okładce.

to chyba dość niezwykła historia. dla zainteresowanych chodzi o Maski (red. Janion M. i Rosiek S.) wydane w roku 86, prócz innych pozycji zbioru Transgresje były oknem na świat polskich humanistów.

o fotografiach
leżą tak blisko muzyki, że aż ją słyszę.




podobno coś co jest inaczej powiedziane jest w istocie inne (Janion M.)

zatem dziś o fotografowanej sytuacji na dwa sposoby. wybór należy do Ciebie:

1. Ania pracowała, a ja od pracy w fotografowanie uciekałam.... patrząc na to wszystko, co się działo, myślałam o muzyce, pięciolinii, wstążkach i tańcu klasycznym. dałam się ponieść wrażeniom.

2. bajzel był nieprzeciętny. Anka, tkała z czarnej taśmy, a mnie się kurwa, nic nie chciało. pitoliłyśmy o pierdołach. jak zwykle. strzelałam foty bez opamiętania.

ze zwierzeń
chwilę wcześniej na ścieżce rowerowej, ślimak przeciął mi drogę.

5.11.2011







na zdjęciach (zwłaszcza ostatnim) w żargonie własnym szczeciński baobab. cała reszta to zmaganie się z bydlakiem (cyt. z M.)

Pio też zacytuję ja rozumiem nałogi, więc ci wybaczam to ciągłe fotografowanie. dedykuję wszystkim tym, którzy jednak wybaczyć mi nie mogą.




no i w którym momencie maska staje się Gombrowiczowską gebą?


to chyba jedno z nielicznych zdjęć, na które patrząc, zapominam o kontekście sytuacyjnym. za to obezwładnia mnie siła najróżniejszych odwołań, estetyk i symboli. siedzi mi w głowie jak nierozwiązany rebus, jak to pytanie przeczytane kiedyś w którejś z książek o etyce: co właściwie jest złego w śmierci? porażające i fascynujące - na granicy jakiejś perwersji.

na marginesie
mój blog niespostrzeżenie zamienił się w fotobloga i chyba tak zostanie, do czasu, aż się uporam z tym co niedokończone.




niepodzielni, nierozdzielni, zawsze razem. jak w tym micie, w którym jakaś praistota została rozbita na kobietę i mężczyznę.
już nie wyobrażam ich sobie osobno.