7.06.2012


bo podobno, każda kobieta ma wiele twarzy.

na zdjęciu
moja ulubiona twarz, pt. zabawa z aparatem. bezcenna.
ujawnia najlepszą stronę kobiety. tę, która gwarantuje zdrowy dystans do siebie i świata. podobno, bez względu na płeć, nie każdego i nie zawsze na nią stać.

7.05.2012



deadline is near

na zegarku 17.47





z zakamarków twardego dysku

Pewna kobieta usłyszała od innej gorące wyznanie miłości. Zaskoczyło ją ono bardzo, wprawiło w niemiłe zakłopotanie. Nigdy wcześniej żadna z kobiet, prócz mamy, nie lokowała w niej uczuć, nie mówiąc o namiętności. Mimowolnie zmarszczyła czoło i zmrużyła oczy, wyglądała bardziej na zmartwioną niż zadowoloną. To nie miłość tylko przeniesienie pozytywne, powiedziała.
Długo nie mogła sobie wybaczyć tej dziwnej reakcji, nadmiernej rzeczowości, zgubnego przywiązania do teorii. Widocznie, na skutek długoletniego treningu czystego rozumu przestała w tu i teraz czuć cokolwiek. Powinna być z siebie dumna, jednak nie była. Prześladowało ją wspomnienie głęboko zmieszanej twarzy zakochanej koleżanki. Rozumiała ją, nawet współczuła. Każdemu, przynajmniej raz w życiu zdarza się taki niefart, kochać bez wzajemności, niektórym już w przedszkolu.
Trudno jednoznacznie stwierdzić, co kierowało kobietą bardziej, poczucie odpowiedzialności czy miłości własnej, najprawdopodobniej jedno i drugie. Być może uległa również wiążącej mocy słów. Zwykła przecież mawiać, przeczytaj fragment powieści erotycznej, a gwarantuję, że się podniecisz, przeczytaj 500 stron rytmicznych modlitw a zaczniesz wierzyć, usłysz z przekonaniem wypowiedzianą klątwę a będziesz się spodziewać jej spełnienia, usłysz wyznanie autentycznej miłości, a poczujesz ją. No, coś pięknego, zachwycała się. Ale, istnieją sprawy, stany ducha i ciała, o których trzeba mówić oraz takie, o których jeśli już, należy mówić po cichu, niezwykle ostrożnie. Etyka słowa nie jest żadną bzdurą, jest jednak utopią. Język podobnie jak każda inna rzeczywistość, w której obraca się człowiek, ostatecznie wyroluje go, skołuje i zakpi z niego, niestety. Zatem, trzeba być uważnym, pamiętać, że nie człowiek kontroluje mowę, ale mowa człowieka.
Tak czy siak kobieta czuła głęboką wdzięczność za tę chwilę niespodziewanej miłości, a także pragnienie odwzajemnienia silnego pozytywnego przeżycia. Wręcz czuła się w obowiązku zrobić coś. W końcu wymyśliła. Na trop rozwiązania wpadła przez przypadek, przy okazji internetowych kalkulacji na temat Venus z Milo. Przeczytała, że starożytni uważali, że kochanie nie jest poszukiwaniem drugiej połowy (ta zapewne nie istnieje) a szukaniem dobra. Coś w tym jest, mruknęła zadowolona. A, zaraz potem, dlaczego zatem, za boginię miłości obrali zachwycająco piękną lecz niepohamowaną intrygantkę? No, tego nikt nie wie, ale też o to nie pyta. I dalej monologowała: nie jest to jedyny znany w historii przypadek niezgodności ludzkich deklaracji, uczuć oraz czynów, za który nikt nigdy nie oberwał. Ostatecznie, zaczęła liczyć na to, że także tym razem, wszyscy popłyną na fali języka.
Użyła kilku kolorowych farb w sprayu, rozwiesiła multum kartek na trasie kobiety do pracy, oblepiła nimi tramwaje, przystanki i witryny sklepowe. Do lamp oraz drzew przyczepiła złożone ptaki z papieru trzymające w dziobie czerwone wstęgi. Na każdej z nich widniał napis: Kocham Cię Marto! Strasznie się napracowała tamtej nocy, zmęczyła i najadła strachu. Trochę jak na małej przedziwnej wojnie.
Dobrze, że było lato. Wiatr nie zerwał kartek, deszcz nie zmył naściennych napisów Kocham Cię Marto!, kałuże nie zasłoniły tych na chodniku. Ranek nie odarł zwierzenia z tajemnicy, wręcz przeciwnie, uwypuklił ją.
Ciekawe rzeczy działy się tego dnia z niektórymi ludźmi, dotykały ich chwilowe zakłopotania lub małe euforie. Rodziły się intrygi.


o zdjęciach
zdjęcia z dziś. kobiety.

7.04.2012




historia książki, to historia namiętności, która - jak głoszą źródła - powoli wygasa. nic dziwnego, skoro jej wspólnikami były intymność, spokój i cisza. szczególnie te ostatnie wydają się być dziś poszarpane. mass i multimedia, sieć, nowe formy ludyzmu: fejs i nk; oraz zabawki: ipody, gierki, itp – słowem, nie jest łatwo skoncentrować się na dłuższym tekście bez klikania, przełączania, skakania, surfowania – bez pilota, myszki i telefonu. to nie wszystko, bo jak mówią, po słowie pisanym nastał czas ikonek – sprytnych rozwiązań graficznych, zastępujących całe zdania. złośliwi porównują je do dawnych prymitywnych malowideł naskalnych. zwolennicy argumentują, że liczy się szybki i praktyczny przekaz.


o zdjęciach
wczorajsze z czytelni. znów moje ulubione miejsce było zajęte.

7.03.2012








homo aestheticus - podobno tylko?/aż? pragnienie piękna łączy nas ze światem. skoro tak, to wszyscy jesteśmy ukrytymi romantykami.


na marginesie
ze zdjęciami jest jak ze słowami. póki nie wyrzuci się ich z siebie, uwierają.






































dzisiejszych społeczników coraz częściej określa się mianem aktywistów, nie żąda się od nich pełnego poświecenia sprawie i stuprocentowego zaangażowania. te wydają się nawet niebezpieczne, wszakże, trącą fanatyzmem. konwencjonalne szczęście stało się obowiązkiem, które ramach sztuki życia należy przekroczyć. być artystą, to z rozmachem projektować swoje życie, a potem dążyć do konsekwentnej realizacji założonego programu. uparcie, przekonują o tym popłuczyny neopragmatyzmu i psychologii humanistycznej powszechnie obecne w poradnikach sztuki życia.


o zdjęciach
prawie jak uczta Babette, czyli sztuka życia na gorąco, jak chciał Neill w tu i teraz, bez projektu.

7.02.2012










miałam jeszcze napisać o szkole, o systemie itd., ale mam wrażenie, że od piątku lata świetlne minęły, tyle się wydarzyło. jakby wakacje trwały prawie od zawsze.


o zdjęciach
zapewne, podobnie jak film drogi, istnieje również fotografia drogi. sentymentalne, lekko oniryczne bycie pomiędzy.

na marginesie
wieczorne, niskie i złote światło odurzało.

niestety, nie mam czasu na porządną obróbkę.