12.04.2011



zdjęcie z serii być jak....... Czerwony Kapturek

przy takich skojarzeniach, dopiero Perrault i Bettelheim wywracają się w grobach.
to się nazywa prawdziwa (r)ewolucja kulturowa ;)

12.03.2011













kobiety, zwłaszcza młode, zawsze podlegały ścisłej kontroli społecznej, niekiedy wręcz sadystycznej. i co tu dużo mówić, nadal są. może już w nie tak dużym stopniu zainteresowanie budzi ich życie seksualne – w kwestii kontroli urodzeń, środki antykoncepcyjne okazały się dużo skuteczniejsze niż groźba ognia piekielnego. natomiast ciąża w dzisiejszej nomenklaturze pojęciowej bywa porównywalna do kolejnych etapów procesu produkcyjnego. mimowolnie z kobiet robi się żywe inkubatory. presja jest ukryta, wyrafinowana i bardzo mocna, posiłkuje się lękiem przed przyszłością, i irracjonalnym poczuciem winy, posługuje profilaktyką posuniętą do granic absurdu. wystarczy wizja dzieciaka kiepskiego, kłopotliwego, wadliwego, bardzo skuteczna.
a jednak patrząc na te zdjęcia mam poczucie że kobieta w ciąży, tuż przed porodem, należy do zupełnie innego porządku rzeczy. powolna, prawie statyczna, wyraźnie poddaje się dyrygenturze biologii. to bardzo ładne jest i posiada ogromny sens.

11.29.2011



-dready? chcesz mieć mamo dready?! ale mi się nie podobają!
-mnie też. nie chcę żebyś wyglądała inaczej!

i tak to. najpierw człowiek walczy z rodzicami, a potem z własnymi dziećmi....

o zdjęciach
czupury. unikają szczotki i grzebienia.

11.27.2011









przypiecek
nowa nazwa dla pomieszczenia, w którym stoją piece ceramiczne. tu prawie zawsze jest trochę jak w jakiejś cukierni. wszystko przez to ciepło i odciskane z kuchennych foremek medaliony w białej glinie - wygladaja jak surowe ciastka świąteczne.
w przypiecku światło jest niesamowite, mocne, kontrastowe i niekiedy gęste za sprawą pyłu unoszącego się w powietrzu. tu chyba najwięcej ostatnio, między słowem a słowem, robię portretów.





czarne lusterka
słyszę jak grają. kiedyś Pio powinien nagrać te wszystkie dźwięki, które wydają świeże gary. lekkie puknięcia, ciche strzały, delikatne pryśnięcia, zaskakujące bardzo. wyszedłby z tego utwór nieziemski. słuchałabym go wciąż i wciąż, przy melodii garów zasypiała, a potem przy garach się budziła.....

na marginesie
chyba z tego całodziennego braku słońca, robiąc zdjęcia, nawet nie walczyłam z refleksami. dałam spokój. a niech będą, niech grzeją i dają złudzenie ciepła.

11.26.2011




....biała ceramika szczecińska opisuje charakterystyczne naczynia wytwarzane od drugiej połowy XVII wieku aż do przełomu XIX/XX w Szczecinie i innych ośrodkach garncarskich zachodniej części Pomorza. nazywane wtedy Stettiner Ware (szczeciński towar) od nazwy portu z którego trafiały na rynki Meklemburgii, Szlezwik-Holsztyna, Danii, południowej Szwecji, Holandii oraz Anglii, były szczególną wizytówką miasta oraz całego regionu..... - takie to były świetne czasy. same gary były mniej świetne. stanowiły imitację imitacji. Holendrzy w produkcji naśladowali porcelanę chińską, a Pomorzanie dzięki wykopanej w polu glinie porcelanę holenderską. barwiono je podobno tlenkiem kobaltu z kroplą byczej krwi. jednym słowem przaśne gary z historią miasta w tle. doskonale nadają się na kampanię tożsamościową.

o zdjęciach
projekt pisany na kolanie i jakieś 7% Glino-Kolektywu. ciągle to powtarzam, więc pewnie gdzieś już napisałam, że to najbardziej punkowa nazwa jaką można było wymyślić dla stowarzyszenia ceramiczek i ceramików. znów czuję się, jakbym miała 17 lat.

11.22.2011


- mamotato, a ja mam jutro wf?
- a jakie to ma znaczenie?
- takie, że ja nie umiem fikołków do tyłu!


o zdjęciu
schował się ze wstydu.