8.09.2012




....niegdyś naczynia były miarą statusu społecznego, później stały się również środkiem świadomej estetyzacji i indywidualizacji środowiska życia. niestety, w tej części świata, w bardzo okrojonej formie. ostatecznie komunizm oraz postępująca industrializacja skutecznie wypłukały z Polaków miłość do rękodzieła...

o zdjęciu
moje ostatnie, dopiero co wyjęte z pieca.
przaśne i matowe, lekko poprzecierane jak stare, ulubione portki hipisa albo farmera. podobno z tego się nie wyrasta, to w duszy do końca gra i co jakiś czas daje o sobie znać.

8.08.2012







właściwie nie wiadomo, w jakich okolicznościach Smoczyca złamała ogon. nigdy nie była skora do zwierzeń, więc i teraz na widok Czarownicy, jedynie burknęła coś pod nosem. tak, każdy ma prawo do tajemnicy, przyznała kobieta, a potem jak kocia mama dziecku wylizała słone miejsce po złamaniu.

8.07.2012




po tej kilkugodzinnej jeździe w deszczu, powinnam zrobić katalog kropli. opisać poszczególne przypadki i ponazywać je po swojemu. wyróżnić kilka wyjątkowo upierdliwych, zaznaczyć, które są miłe w dotyku i delikatnie schładzają zmęczone jazdą ciało.

na marginesie
dawno tyle nie przepedałowaliśmy, ponad 60 km, w tym 50 w deszczu. eMowi nawet pieniądze w portfelu zmokły. ale i tak warto było.

8.05.2012





z serii być jak... ptak.
bocian albo czapla. zamiast rąk mieć skrzydła i wyszukiwać w trawie lub w wodzie żarła.


o zdjęciu
nagutka
w lesie i w deszczu. sytuacja niebywała, bo po drugiej stronie obiektywu.
pstrykał M.





































z podczytanych
już nie manipulacja a uwiedzenie opisuje współczesne mass media.

o zdjęciach
miałam więcej podczytać, ale zgubiła mnie zachłanność na kadry. dałam się im uwieść i zwieść.

wrzucone bez ładu i składu.

8.03.2012




wiadomo, bo w przyjaźniach pasje przechodzą między ludźmi jak jakaś zaraza.


o zdjęciu
pierwsze talerzyki, sprzed kilku lat. rezultat nagłej epidemii.












podobno to postmodernizm na nowo odkrył ciało. i uporczywie przywraca je nauce oraz humanistyce w nieznanym dotąd ujęciu – wrażliwej oraz czującej somy. krytykuje jego definicje jako mechanicznego organizmu i wyzwala z nauk przyrodniczych. to prawdziwa batalia. jej sednem jest usankcjonowanie związku między ciałem, kulturą i umysłem.
tyle, że każdy głupi go zna. potrafi powiązać rumieńce na twarzy ze wstydem odczuwanym na widok czegoś społecznie nieakceptowanego. więc, jak tu, po tym wszystkim, wierzyć nauce? że znów nie zwodzi, nie prowadzi na manowce? nie buduje niebezpiecznych mitów?