7.18.2012
może Platon miał rację i faktycznie istnieje jakiś świat idei? bo od dawna mam to poczucie, że jesteśmy dwiema wersjami tej samej osoby (bo jakoś boję się napisać duszy). jakbyśmy kręgosłup psychiczny albo cały szkielet miały ten sam, tyle że wrzucony w inne ciała, sytuacje i okoliczności.
czasem ta identyczność wyłazi z nas, uzewnętrznia się w tych wszystkich pytaniach: a twoja siostra przyjdzie dziś?; jejku, jesteściejak bliźniaczki! i nawet mojej córki: a bo wy jesteście takie same, albo w moim zaskoczeniu widokiem siebie w tłumie innych sfilmowanych osób - jakbym widziała Agatę. te same niezdecydowane ruchy, pochylenie głowy, długie dłonie i tak dalej.
może jest nas więcej? rozproszonych po świecie różnych wersji tej samej osoby? jeśli tak, to prawdziwy cud żeśmy się obie w ogóle poznały.
o zdjęciu
Agata
w pewnym wieku, to się chyba wszystkim zdarza - natrętna kontemplacja młodości. autentyczny zachwyt nad pięknem ludzkiego ciała, czysto estetyczny. jakby przekroczenie pewnej granicy ustawiało w wygodnej pozycji obserwatora. będąc kobietą, dwudziestoletnim pannom już się nie zazdrości urody, najwyżej starszym paniom że tak doskonale sie konserwują. na widok delikatnych rysów młodziutkich mężczyzn ogarnia raczej wzruszenie niż cokolwiek innego - że skóra wizualnie może być tak miękka, że ciało sprężyste, a ruchy lekkie. czysta poezja.
przy okazji z porannych smsów od Tostera:
odział chińczyków będzie miał na ciebie oko.(~)(~) (-)(-) (*)(*) (-)(-) (-)(-)
fotografując tę barmankę byłam zdecydowanie gorsza niż cała armia oczu wspomnianych Chińczyków.
o zdjęciach
co prawda to Pravda (cafe)
7.17.2012
zawsze mówię, że ta nazwa to czysta prowokacja. jednym kojarzy się z grupą barczystych policjantów, innym z siermiężnymi latami socrealizmu, w trakcie których różne hasła z kolektywem w tle, straszyły z murów zakładów, a mnie osobiście przywodzi na myśl czasy liceum, klimat brudnej muzyki punkowej .
jednym słowem, co człowiek to skojarzenie.
tymczasem, podobno ojcom i matkom pomysłu, chodziło o nadanie wspólnotowego charakteru grupy, odkurzenie pierwotnego sensu kolektywu. są chwile, kiedy myślę, że jest to naprawdę możliwe.
o zdjęciach
stowarzyszenie fanów twórczości ceramicznej Glino-Kolektyw - przy robocie.
http://www.glinokolektyw.pl/
7.14.2012
a jednak, istnieje miara tęsknoty obustronnie do zniesienia. po jej przekroczeniu ludzie przypadkowo wpadają na siebie, mijają w dość nieoczekiwanych okolicznościach, a w nocy śnią spotkania. tak jakby ich umysły i ciała, nagle nabyły magicznej zdolności przyciągania tej jednej, konkretnej osoby. podobno, można od tego zwariować.
o zdjęciu
akurat, zamiast pracować, gapiłam się w nie - stary wigilijny kadr, sprzed kilku lat. kiedy zadzwoniła (a nigdy tego nie robi). i ze słusznym wyrzutem w głosie powiedziała: ...Ania, no jak to, zapomniałaś o mnie....
gdzieżby, nigdy przenigdy, nawet przy amnezji.
palmy, namiastka raju, Kanarów i egzotyki. a poza tym autostrada.
jeszcze urzeka rytm, fascynuje widok ciał pod wodą, cieszy jej dotyk i bawi to co wyprawia ze skórą, jeszcze zadziwia pamięć ciała - że bez najmniejszego trudu, bez wsparcia rozumu, po długich miesiącach, wie jak płynąć. ale nie ma się co łudzić, w końcu, krążąc tam i z powrotem, poczuję się niczym na więziennym spacerowniku.
7.13.2012
o zdjęciu
żeńska wersja Ikara z aparatem. próba latania.
bo wiadomo, jak to jest w przyjaźni: pasje przechodzą z człowieka na człowieka jak jakaś choroba zakaźna. dopasowują się do indywidualnych potrzeb, temperamentów i zdolności. dlatego historia jednostkowych patologii każdorazowo jest trochę inna, wyjątkowa. nic dziwnego zatem, że niektórych badaczy taka epidemia zachwyca.
przy okazji.
spytałam Igę:
- a gdyby geniusz Dedal zamiast syna miał córkę? jakąś Ikarzycę? jak potoczyłyby się ich losy?
- a gdyby król Minos miał zamiast córki Ariadny syna? - odpowiedziała.
z archiwum pojęć zapomnianych
kultura pierwotnie to uprawa ziemi. słowo odsyła również do takich znaczeń jak hodowla zwierząt (zwłaszcza nieoswojonych) oraz kształcenie. ani słowa o dorobku materialnym i duchowym, jedynie czyste działanie.
w słowniku własnym, kultura to coś jak bańka mydlana, albo mocnej, błona płodowa, w której żyjemy szczelnie cerując ją od środka.
pytania: czy można w ogóle uwolnić się od niej? przestać być jej nośnikiem? to dopiero byłaby transgresja! niebezpieczna, na miarę prowokacji stulecia.
na marginesie
mała katastrofa kulturowa:
1. M-owi ktoś siadł na laptopa,
2. padł Internet. tyle o ile działa na balkonie - kradziony.
o zdjęciach
jeszcze z kwietnia.
mocne światło, niezdecydowane drzewa i ciuchy upominające się o lato. było minęło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















