11.06.2011




- mam mnóstwo pracy....
- to dlaczego zamiast pracować lepisz dzbanek?

oniemiałam. coś takiego usłyszeć od dziecka. czy to jeszcze dziecko?


o zdjęciu:
teraz schnie.

11.05.2011





zima idzie projekt. zapomniane tradycje.
odsłona trzecia. jeszcze raz, jeszcze jedna Druciara.
bo takie druty to dopiero retro sprawa, o ile nie retrospekcja. czasem chce się być jak babcia, spotkać się z tradycją. "wiesz mogłabym tak bez końca, to nieźle uspokaja". cytat, może tylko trochę zniekształcony. ot, słaba pamięć.

przy okazji:
- mamo, co Kinga robi na tym zdjęciu?
- dzierga na drutach
- a umie?
- wszystkie moje koleżanki umieją (chyba).
- oprócz ciebie?

pewnie ich dzieci, też nie wierzą w takie prababcine umiejętności matek.

na marginesie
nastał czas postów pisanych szybko i niedbale. jak to ludzie mówią? jednym głosem, na jedną nutę, jakby do siebie, zupełnie bezradni "co robić, takieczasy takieczasy, szybciej, prędzej, dalej i tak dalej, potem później, kiedy indziej". właśnie.

11.03.2011



być jak...... ikona młodości
beztroska, naiwna i niewinna. radość w oczach i uśmiech na ustach. tak o młodości myślą ci, którzy już cierpienia własnej, zapomnieli.

11.02.2011



















zima idzie projekt. zapomniane tradycje.
odsłona druga: Druciara.


robótki ręczne: druty, szydełka i wyszywanki. zmora i wybawienie elegantek, matek lat osiemdziesiątych. przy okazji działały lepiej niż niejedna szklaneczka melisy na uspokojenie. ogrzewały serca i postrzępione nerwy.
o dziwo, okazuje się, że pokolenie córek też z prawo-lewo nieźle sobie radzi.
z papieroskiem robić na drutach nie da rady. empirycznie sprawdzone.



















słowo daję, po kilku dniach od wyjęcia z pieca, wciąż grają. coś w nich lekko strzela, jakby pęka, ale to tylko pozory rozkładu. miło pracuje się przy takich dźwiekach, gdy nie niepokoją.

o garach
eksperymentów ciąg dalszy. tym razem, z gliny czerwonej.
dzięki Agnieszce i Mikołajowi z Arsatelier, którzy obdarowali mnie (dosłownie) wiadrami tej masy
http://www.arsatelier.pl/

11.01.2011



....stale powiększający się rynek religii, dewaluuje wartość każdej z nich z PRAWDY do towaru. nic nie stoi na przeszkodzie, by człowiek urodzony w rodzinie katolickiej, przeszedł w życiu przez etap negacji Boga, a umarł jako muzułmanin. tym samym, wśród wielu innych opcji musi pojawiać się bolesne zwątpienie w jakąkolwiek formę życia pozagrobowego, przynajmniej chwilowe doznanie Heideggerowskiej trwogi...

przyznam, chciałabym się mylić.

na marginesie
1 listopada to taki dzień kiedy wszyscy spotykają wszystkich na cmentarzach, życie towarzyskie kwitnie, trochę cichsze i bez jadła, ale jednak. prawie jak w średniowieczu, aż żal, że tak rzadko jest 1 listopada.



taki aparat, to też może być niezła maska.
jednak, porządnie schować się za, wcale nie jest łatwo. bo podobno, zdjęcia mówią zwykle więcej o fotografującym niż o fotografowanym.