6.26.2011





jadąc na rowerze:
mamo, a czy dwóch chłopaków może urodzić dziecko?
Iga: nie.
a czemu?
Iga: bo nie mają jajeczka. mają tylko plemniki....
a co to są plemniki?
wykluczona z rozmowy, zostałam w tyle.

na marginesie:
autosocjalizacja – istnieją tacy, którzy dowodzą, że dzieci w większym stopniu socjalizują się same niż przez kontakt z dorosłymi. podobno dorośli nie są im wcale potrzebni do przetrwania. racja. doskonale same organizują się w stada, solidaryzują (np. grupy dziecięce w Johanesburgu). są o niebo bardziej kompetentne niż chcielibyśmy.

o zdjęciach
pisałam to wszystko, gdy Iga obudziła się i jeszcze zaspana, przyszła tarmosić psa.


podobno w naszej kulturze, dzieciom dostają się odchodzące do lamusa przywileje dorosłych. inaczej rzecz ujmując, to co społecznie zaczyna być spostrzegane jako archaizm, albo mniej delikatnie – przeżytek, bywa odkrywane jako idealne dla dziecka. niniejszy los, spotkał miniaturowe manekiny krawieckie, czyli lalki modne, (prototypy dzisiejszych Barbie). zanim zaczęły być przypisywane dziewczynkom jako naturalne ich zabawom, lalkami obdarowywały się eleganckie mieszczki na znak przyjaźni, dzieląc się w ten sposób nowinkami stylistycznymi.
nie oznacza to, że kobiety rezygnując na rzecz córek z lalek, zarzuciły zainteresowanie modą. wręcz przeciwnie. owoce rewolucji przemysłowej w postaci nowych, tańszych i łatwiej dostępnych tkanin, sprzyjały zainteresowaniu modą i procesowi niejako ulalkawiania się kobiet. dzisiejsze modelki to wszakże żywe manekiny.

na marginesie
coś mnie w środku boli, gdy o tym wszystkim piszę.

na zdjęciu
prócz Agaty, modne okulary.

6.23.2011



z przeczytanych:
to, co nas zniewala jest zarazem tym co nas stwarza. uwarunkowanie choć odbiera wolność, daje zarazem możliwość egzystencji (za Agata Bielik-Robson).

o zdjęciu
zaczął się wakacyjny szał czytania. w jej przypadku, to jeszcze trochę takie wyścigi, ściganie się samej ze sobą: tyle a tyle stron do końca tygodnia a do końca wakacji tyle a tyle książek, itp. wszystko, jeszcze, bez tego dotkliwego zanurzania się w lekturę, upajania się treścią, bez pamięci za to z domieszką egzaltacji. póki co to sport, a ona trenuje zapamiętale i wygrywa. tymczasem, powoli do zawodów wkracza brat. jeszcze duka, jeszcze gubi przeczytaną treść ale stara się. on dla odmiany nie ściga się sam ze sobą, ale z Igą – jest mu ukochanym punktem odniesienia.

6.19.2011







kilka zdjęć z wieczora.
słów mi brak.


koronkowy i kosmaty
dwa nocne motyle znalezione rankiem na drzwiach wejściowych.
chwilę wcześniej Iga zadała pytanie:
dlaczego nie wiemy kiedy zasypiamy?

ze śmiercią jest zapewne podobnie, tuż przed, tracimy świadomość, że umieramy.

o znalezionych ćmach
do tej pory nie wiem czy zasnęły czy pomarły.

no i proszę, mniej więcej rok temu pisałam kilka słów o terminie osoba ludzka (http://chwilkablog.blogspot.com/2010/07/najgupsze-z-pojec-osoba-ludzka.html#comments) a ostatnio trafiłam na artykuł O byciu osobą poza gatunkiem homo sapiens. autor, David DeGrazia, pisząc o delfinach i małpach człekokształtnych wprowadza pojęcie osoby granicznej. więc jednak, mentalna rewolucja jest możliwa?
dla zainteresowanych chodzi o nową książkę firmowaną przez Petera Singera: W obronie zwierząt.

o zdjęciu,
mimo sugerującego osobę, uczłowieczającego imienia Viking, to zwierzę totalne.

6.18.2011



to także ręczna robota, nie kołowa. takie nieplanowane szukanie-próbowanie, z potrzeby chwili, gdy bardzo chce się lepić, zrobić wreszcie coś konkrenego, ale nie bardzo wie się co.